Pangong Lake

mg_8088 Z Leh do Manali wyruszylismy w bojowych nastrojach, nowych swetrach i z nowymi wasami. Wiedzac ze droga zablokowana postanowilismy po 40 km jechania glowna droga wyskoczyc na jedno z najwiekszych jezior Azji. Ale ze tego dnia wyjechalismy dosc pozno, zatrzymalismy sie przed podjazdem na przelecz ChangLa w malej miejscowosci Sakti, gdzie noc spedzilismy w turystycznym bungalowie prowadzonym przez mnichow. Wypad do miasta , z powrotem w /na Tacie. Wspolna kolacja z mnichami, szklaneczka lokalnego araku i kupa garow do pozmywania. Cudnie.

Kolejny dzien to p[odjazd pod ChangLA, po raz pierwszyzdarzylo sie ze niektorzy musieli wpychac swoje motory bo miejscami bylo stromo i grzasko. To co sie dzialo po 2 stronie przeleczy to poezja, najpierw rostopy sniegowe, bagna, potem pustynia z bielusienkim jak kosci piaskiem, az wkoncu wylonilo sie najpiekniejsze jezioro jakie widzialem, a ze zegluje dosc sporo, to i tych jezior sie na ogladalem. Jezioru piekno nadaja otaczajace je zasniezone szczyty a takze , a moze wrecz przede wszystkim, slonce bawiace sie z nami. To odbicie promieni powoduje ze jezioro mieni sie przeruznymi odcieniami niebieskiej barwy. Woda slona, bardzo zimna. Noc nad Jeziorem to urodziny Miska(Michala). 18naste oczywiscie.
Kladac sie spac nie spodziewalismy sie ze kolejny dzien przyniesie az tyle wyzwan. Ruszylismy pozniej niz zwykle, do tego krecilismy pare scen, gdy nam nami zaczely zbierac sie wielkie chmury, ktroe od tej pory nawiedzaly nas na zmiane z pieknym sloncem. Sztormiaki ktore dostalismy od firmy Retbike byly zakladane i zdejmowane co chwile. Pod sama przelecz podjechalismy okolo 4 po poludniu. Przelecz okazala sie zamknieta, ale nas wpuszczono, zamknieta z powodu zlych waruknow atmosferycznych, zalegajacy snieg, duzo lodu i strumienie. Wjazd na przelecz to byla mordega, na przeleczy ciepla herbata i dalej w droge. Zjazd okazal sie jeszcze trudniejszy, widocznosc na 5 metrow, lod i hamulce w postaci nog. Nie obylo sie bez wywrotek, kazdy zaliczyl co najmniej jedna. Naszczescie bez strat bo byly to slizgi na sniego-/lodzie. Najtrudniejsza przelecz dla nas podczas calej podrozy, najtrudniejsze 20 km, 7 w gore i 13 w dol, zostalo nam wynagrodzone przecudowynym, przebijajacym sie przez burzowe chmury zachodem slonca. Caly ten wysilek byl wart tego by znalesc sie za przelecza, w miesjcu gdzie swiatlo czyni cuda. img_0320

1 komentarz»

  1. Komentarz by EWA.D — 2010/06/24 @ 17:46

    Widzę że humorek dopisuje wszystkim i tak trzymć.Filip do twarzy Ci z sąsikiem.:)Pozdrowienia z Olsztyna.

Dodaj komentarz

 
  • Blip
  • Twitter
  • Facebook